Problem kredytów frankowych potrzebuje dyskusji, a nie zgiełku

Ustawowe rozwiązywanie problemu kredytów walutowych, jeżeli będzie zbyt daleko idące, może stanowić zagrożenie dla stabilności sektora – takie głosy dominowały we wtorkowej debacie na temat kredytów walutowych. Wzięli w niej udział bankowcy i przedstawiciele instytucji regulacyjnych.

Autor: PAP 21 września 2016 09:22

Debatę „Kredyty walutowe, a stabilność sektora bankowego” zorganizowało Towarzystwo Ekonomistów Polskich oraz Związek Banków Polskich. Problem zdefiniował dyrektor Andrzej Banasiak z KNF. - Jeśli ktoś w roku 2008 kupił mieszkanie za milion złotych, wziął na to kredyt za milion złotych, kurs franka wynosił dwa złote, jego kredyt walutowy wynosił 500 tys. franków. Do dziś spłacił 100 tys. franków, ma 400 tys. franków. W międzyczasie wartość mieszkania spadła do 800 tys. złotych, a kredyt pozostały do spłacenia to 400 tys. franków razy cztery, czyli 1 mln 600 tys. złotych – mówił.

Niższe raty

Przyznał zarazem, że i tak „większość tych ludzi dzisiaj, w przeliczeniu na złotówki, ma niższe raty niż gdyby od początku wzięli kredyty w złotówkach”. - Gdyby wziąć te wszystkie raty i zsumować je aż do dzisiaj, to oni jeszcze nie są na minusie – powiedział Banasiak.

Poza nim w debacie wzięli udział prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz, wiceprezes NBP Jacek Bartkiewicz, były prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego Jerzy Pruski, prezes mBanku Cezary Stypułkowski oraz prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło.

Cezary Stypułkowski zaznaczył, że nie powinno ulegać dyskusji, że umowy na kredyty walutowe były umowami kredytowymi. - Kwestionowanie tego to jest załamanie całego konceptu, na podstawie którego my funkcjonujemy i na tej płaszczyźnie sektor bankowy nie może prowadzić dialogu – powiedział.

- Przyjęcie założenia, że to nie były umowy o kredyt walutowy prowadziłoby to tego, że dyskusja odbywałaby w kategoriach stabilności polskiego sektora bankowego, i przesądzałoby to, że nie będzie tej stabilności – dodał prezes mBanku.

To są umowy kredytowe

Przekonywał też, że „do roku 2015 co do zasady nie było to kwestionowane”, że to umowy kredytowe. Zwracał także uwagę, że w latach 2005-07 w Polsce „nie było kapitału, by taką akcję kredytową przeprowadzić”, jaka została przeprowadzona. - Zaimportowaliśmy kapitał i dzięki temu środkami ludzi z innych krajów sfinansowana została ekspansja mieszkaniowa – powiedział Stypułkowski.

Mówił także, że zdolność kredytowa wielu posiadaczy kredytów, przynajmniej w jego banku, „urosła bardzo istotnie” od czasu, gdy brali kredyty. - To oznacza, że my nie mamy strukturalnego problemu z tym portfelem” – powiedział Stypułkowski.

Jego zdaniem w sprawie kredytów frankowych potrzebna jest „rozsądna dyskusja, a nie zgiełk”.

- Żaden bank nie jest zainteresowany złą sytuacją swoich kredytobiorców, to jest ostatnia rzecz, którą my byśmy chcieli, zwłaszcza że jesteśmy prezentowani jako ludzi, którzy świadomie doprowadzili do tego, by ktoś miał kłopot. To figura retoryczna, z którą trudno mi się pogodzić – zaznaczył.

W opinii Stypułkowskiego jednak koncepcja zwrotu spreadów jest „problematyczna”, bo „spready były pobierane z różnych źródeł”. - Zajmujmy się ludźmi, którzy są w potrzebie i to jest droga, którą sektor bankowy od początku formułuje” – przekonywał.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE

SPOŁECZNOŚCI

House Market: polub nas na Facebooku

House Market: dołącz do nas na Google+

Obserwuj House Market na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych