PARTNER PORTALU

Prawo o spółdzielniach mieszkaniowych. Co się zmieni?

Ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych daleko było do ideału. Nie chroniła odpowiednio praw mieszkańców i nie sprzyjała efektywnemu zarządzaniu. Teraz czekają nas zmiany. Jednak nie wszyscy spółdzielcy będą z nich zadowoleni.

Autor: housemarket.pl 07 września 2017 11:02

Spółdzielnie to dobrowolne zrzeszenia, prowadzące działalność gospodarczą realizującą określone cele. Tej formy prawnej do zaspokajania potrzeb mieszkaniowych używa się na ziemiach polskich już od przeszło 120 lat i przez większość tego czasu (aż do pojawienia się deweloperów) była to forma podstawowa. Spółdzielnie nabywały ziemie lub gotowe nieruchomości, budowały i zarządzały. Członkowie spółdzielni wspólnym wysiłkiem tworzyli dla siebie przestrzeń do życia.

- Dzisiaj budują o wiele rzadziej, a ich funkcja sprowadza się przede wszystkim do zarządzania nieruchomościami, głównie blokami mieszkalnymi. Spółdzielnie z różnych względów nie wytrzymują konkurencji na nowoczesnym rynku nieruchomości, ale idea wspólnego budowania pozostała żywa. W pewnej mierze, to właśnie na niej opiera się inwestowanie pośrednie w nieruchomości, które jest głównym obszarem działalności Magmillon – tłumaczy Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.

Dzisiaj spółdzielnie mieszkaniowe działają na podstawie ustawy Prawo spółdzielcze liczącej już 35 lat oraz ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych z 15 grudnia 2000 r. To właśnie ona, już od lat, wzbudzała wiele emocji.

O tym, że ustawa musi zostać znowelizowana zadecydował Trybunał Konstytucyjny. W ostatnich kilku latach trybunał wydał kilka wyroków jasno wskazujących, że część przepisów jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Wśród polityków i ekspertów panowała zgoda – ustawę należy zmienić. Kontrowersje wywołał jednak zakres i kierunek tych zmian.

Najwięcej wątpliwości wzbudza zapis, który pozwala zostać członkiem spółdzielni każdemu, kto „(…) ubiega się o ustanowienie spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego lub odrębnej własności lokalu (…)”. Co to oznacza w praktyce? Zdaniem krytyków nowelizacji, członkiem spółdzielni będzie mógł zostać każdy. Wystarczy złożyć wniosek o przyznanie lokalu.

– Zapis mówiący, że nie trzeba być posiadaczem mieszkania, by móc decydować o sprawach kluczowych dla spółdzielni, tworzy niestety przestrzeń do nadużyć. W relatywnie prosty sposób zarząd spółdzielni może nadać prawo głosu niemal każdemu. Nowelizacja, która miała ucywilizować spółdzielnie, zostawia furtkę nieuczciwym prezesom traktującym dobro wspólne jak własny folwark. Nawet, jeśli tacy ludzie stanowią margines, będą wpływać na postrzeganie spółdzielni jako archaicznego i mało efektywnego sposobu zarządzania nieruchomościami – mówi Kuba Karliński.

Drugim istotnym punktem nowelizacji jest kwestia pełnomocnictw. Obecnie wiele spółdzielni zabrania udziału pełnomocnika w walnym zgromadzeniu, bez względu na przyczynę nieobecności członka spółdzielni. Pierwsze pomysły rządzących zakładały wpisanie możliwości udzielenia pełnomocnictwa w treść ustawy. Co więcej, taka osoba mogłaby reprezentować więcej niż jednego członka spółdzielni. Finalna propozycja ogranicza tę możliwość. Jeden przedstawiciel ma mieć tylko jeden głos.

– Analizując ten pomysł trzeba mieć na uwadze tryb funkcjonowania spółdzielni i ich otoczenie prawne. Nie ma żadnych narzędzi, które zmuszałyby pełnomocnika do działania w zgodzie z interesem wspólnoty, a nawet tych członków, którzy dali mu upoważnienie. To oznacza, że jedna osoba z wieloma pełnomocnictwami mogłaby zdominować walne zgromadzenie i za ich pomocą realizować własne cele. Uważam, że ograniczenie tej możliwości do reprezentowania jednej osoby jest najlepszym wyjściem – komentuje Kuba Karliński.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE

SPOŁECZNOŚCI

House Market: polub nas na Facebooku

House Market: dołącz do nas na Google+

Obserwuj House Market na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych