Mieszkaniowego boomu już nie będzie, ale przed deweloperami wiele pracy

Na rynku mieszkaniowym w Polsce jest olbrzymia luka, która według różnych szacunków jest określana na 1–3 mln, a nawet na 6 mln lokali. Zdaniem uczestników sesji Mieszkalnictwo, która odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, programy rządowe nie rozwiążą tego problemu. Czy wyjściem z sytuacji będą mieszkania czynszowe?

Autor: Housemarket.pl 07 maja 2015 20:26

Gdyby koniunkturę gospodarczą mierzyć sytuacją na rynku nieruchomości, można by uznać, że kryzys mamy już za sobą. Ceny mieszkań się stabilizują, deweloperzy notują coraz bardziej przewidywalne zyski, a siła nabywcza Polaków rośnie. Wydawałoby się, że mamy optymalne warunki do nowej hossy. Mieszkaniówka rusza jednak w górę dość ostrożnie. W ciągu czterech lat sprzedaż wzrosła ze 100 tys. do 130 tys. lokali rocznie. Czy deweloperzy nauczeni doświadczeniem lat 2006–2008 nie chcą przegrzać rynku?

- Firmy deweloperskie rzuciły się na kolejne projekty ze zbyt dużym optymizmem, nie poprzedzonym dogłębnymi analizami. Przecież za pięć lat będziemy mieli o milion 30-latków mniej niż obecnie, a to trzon klientów. Piramida wieku jest wszystkim znana, ale nikt nie wyciąga wniosków – uważa Jacek Bielecki, dyrektor ds. Jakości i Rozwoju, Marvipol SA.

Obecnej sytuacji jako wielki boom nie ocenia także Arkadiusz Hołda, założyciel, Przedsiębiorstwo Realizacji Budownictwa Holdimex Sp. z o.o. - Mieliśmy w historii lepsze momenty. Były czasy, kiedy można było sprzedawać inwestycje na etapie "dziury w ziemi" – mówi.

Edward Laufer, prezes zarządu Vantage Development, prognozuje jednak, że deficyt mieszkań oraz marzenia o posiadaniu własnego "M" spowodują, że najbliższe kilkanaście lat na rynku mieszkaniowym w Polsce upłynie pod znakiem intensywnych inwestycji deweloperskich. - Rodzi się pytanie, czy Polaków będzie stać na nowe lokale? – pyta.

Lokalizacyjne rozbieżności

Sytuacja na rynku mieszkaniowym różni się w zależności od lokalizacji. Polskie miasta nie rozwijają się równomiernie. W ośrodkach, które rosną dynamicznie, zapotrzebowanie na mieszkania jest bardzo duże. W tych, które się kurczą, luki mieszkaniowej nie ma. - Z zazdrością patrzę na dane z Krakowa, gdzie w I kwartale oddano 2,8 tys. mieszkań. Na drugim biegunie jest jednak Łódź z 400 mieszkaniami. To pokazuje, że koniunktura jest uzależniona od lokalizacji – podkreśla Arkadiusz Hołda.

Przedsiębiorca zwraca uwagę, że poziom siły nabywczej na śląskim rynku jest zupełnie inny niż np. w Krakowie. Inne są też ceny mieszkań. - Mówimy o różnicy w wysokości ok. 2 tys. zł za mkw. W Katowicach lokale sprzedają się średnio za 4,5 tys. zł/mkw., we Wrocławiu – 6-6,5 tys. mkw., a przecież przez szkody górnicze realizacja projektów mieszkaniowych na Śląsku jest o wiele droższa – podsumowuje.

Mieszkaniowy rozwój ośrodków zależy też od polityki miejskiej. Adam Grehl, wiceprezydent Wrocławia podkreśla, że rolą władz miasta jest przyciąganie nowych mieszkańców do ośrodka, ale miasto nie jest też adwokatem deweloperów. - Przede wszystkim myślimy o mieszkańcach i dlatego najwięcej uwagi poświęcamy cenom. Dbamy o politykę planistyczną i staramy się zapewnić różnorodność oferty, standardu i ceny - podkreśla.

A jak przyciągać więcej mieszkańców? Po pierwsze ofertą edukacyjną. - Zależy nam na studentach i mamy nadzieję, że staną się później naszymi mieszkańcami. Stanie się tak, jeśli znajdą we Wrocławiu pracę – dlatego zabiegamy o inwestorów. Po drugie muszą mieć gdzie zamieszkać, staramy się więc zachęcać deweloperów do budowania. Rynek mieszkaniowy we Wrocławiu zbudowali lokalni przedsiębiorcy, ale pojawiają się nowi gracze. Zależy nam na konkurencji pomiędzy deweloperami, bo korzysta na tym klient – dodaje Grehl.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE

SPOŁECZNOŚCI

House Market: polub nas na Facebooku

House Market: dołącz do nas na Google+

Obserwuj House Market na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych