PARTNER PORTALU

Rewitalizacji nie da się prowadzić zza biurka

Rewitalizacji miast nie da się prowadzić zza biurka. Urzędnicy muszą wyjść do mieszkańców i poznać ich problemy, dopiero wtedy można szukać rozwiązań - mówi Hanna Gill-Piątek z biura ds. rewitalizacji w łódzkim magistracie.

Autor: PAP 28 lipca 2015 20:13

Specjalistka akcentowała również, że finansowanie konkretnych projektów, które mają wychodzić naprzeciw potrzebom mieszkańców, to nie pierwszy, a ostatni element procesu rewitalizacji. "Traktujemy fundusze technicznie - jako środek, a nie cel. Diagnozujemy potrzeby, robimy do tego programy, a dopiero potem obudowujemy to funduszami. Bo inaczej ogon macha psem" - zastrzegła.

Hanna Gill-Piątek jest szefową prowadzonego od roku w Łodzi dwuletniego projektu pilotażowego (pod nadzorem resortu infrastruktury i rozwoju) mającego m.in. przygotować miasto do wdrażania przedsięwzięć rewitalizacyjnych, a jednocześnie wypracować wzorcowe dla reszty kraju rozwiązania w tym zakresie.

W najbliższych miesiącach swoje pilotaże na podobnych zasadach mają też rozpocząć Bytom i Wałbrzychu. We wtorek przedstawiciele samorządów tych trzech miast (m.in. w kontekście objęcia ich terenów tzw. Obszarami Strategicznej Interwencji) rozmawiali w bytomskim Teatrze Rozbark o swoich dokonaniach, doświadczeniach i pomysłach.

Ponieważ Łódź pracuje w ramach ministerialnego pilotażu już od ponad roku Gill-Piątek wiele opowiadała o jego przebiegu. Mówiła, że punktem wyjścia dla pilotażu były trzy przedsięwzięcia: rewitalizacja osiedla patronackiego Księży Młyn, budowa Nowego Centrum Łodzi, a także zawierający elementy rewitalizacji program remontowy "Mia100 Kamienic", który od 2011 r. objął ok. 170 miejskich budynków.

"W Łodzi musieliśmy troszeczkę zdobyć wiedzę i przyzwyczaić się. Rewitalizacja - to nie jest już program remontowy. Rewitalizacja to zmiana myślenia w taką stronę, aby ten obszar żył i radził sobie po tym procesie sam. Nie wystarczy dopompować go dużą ilością pieniędzy, on ma sobie potem sam radzić. Opieramy to na tzw. potencjale endemicznym, czyli na własnych siłach mieszkańców" - wyjaśniła specjalistka.

Akcentowała, że także w takich miejscach, jak ul. Włókiennicza w Łodzi, czy ul. Piekarska w Bytomiu są osoby, z którymi można rozmawiać i istnieje wiele inicjatyw społecznych, jak stare rzemiosła czy usługi. "Warto zwrócić uwagę, na to, co się ma już teraz, żeby przede wszystkim nie szkodzić uzdrawiając miasto. Żeby tych ludzi, którzy już coś robią w tej okolicy, nie karać, a wciągać, znaleźć potencjał lokalnych liderów, z którymi warto rozmawiać" - mówiła Gill-Piątek.

Podkreśliła, że zgodnie z duchem przygotowywanej przez resort infrastruktury Krajowej Polityki Miejskiej, a także przyjętej w ub. tygodniu przez Sejm ustawy o rewitalizacji, nadrzędnym celem pojmowanej jako proces jest poprawa jakości życia. Ważną cechą rewitalizacji jest integrowanie poszczególnych działań, a kluczowy dla skuteczności całego procesu staje się model koordynowania.

W Łodzi zajmuje się tym umocowane bezpośrednio w departamencie prezydenta miasta 30-osobowe biuro. Jego pracownicy na podstawie diagnoz sytuacji opracowują rozwiązania, konsultowane z lokalną społecznością, partnerami społecznymi. "Osoby zajmujące się rewitalizacją są liderami tego procesu, one wiedzą o niej wszystko" - zaznaczyła Gill-Piątek. "W rewitalizacji, jak w każdym procesie, ważna jest głowa" - wybiła.

Jej zdaniem wydzielenie w strukturze łódzkiego magistratu specjalnej jednostki do zaplanowania i skoordynowania rewitalizacji "wydaje się dobrą drogą" - polecaną przez łódzkich urzędników innym samorządom. Biuro to nie tylko zleca - na podstawie własnej pracy - rozwiązania do wykonania poszczególnym wydziałom, ale też w kontekście działań rewitalizacyjnych wciąga ich pracowników do kontaktów z mieszkańcami.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE

SPOŁECZNOŚCI

House Market: polub nas na Facebooku

House Market: dołącz do nas na Google+

Obserwuj House Market na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych