PARTNER PORTALU

Komisja badała sprawę reprywatyzacji kamienicy przy Dahlbergha 5

Komisja weryfikacja badała w poniedziałek przez prawie 12 godzin reprywatyzację kamienicy przy Dahlbergha 5 na warszawskiej Woli. Mieszkańcy kamienicy przy Dahlbergha 5 stali się ofiarami "czyścicieli kamienic" - mówił przed komisją weryfikacyjną jej mieszkaniec.

Autor: PAP 17 kwietnia 2018 10:02

Decyzja reprywatyzacyjna została wydana w grudniu 2006 r., czyli na początku rządów w stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Część praw do nieruchomości zdobył znany "handlarz roszczeń" Marek M., miasto zachowało 4/12 udziału w tej nieruchomości.

Na rozprawie zeznawał m.in. jedyny obecny lokator Dahlbergha 5, Janusz Baranek, który mówił, że mieszkańcy szybko zdali sobie sprawę, że są ofiarami bezwzględnych "czyścicieli kamienic"; zarzucił miastu i prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz brak pomocy. Inni lokatorzy mówili, że nie wiedzieli o roszczeniach do nieruchomości, podkreślali, że przed reprywatyzacją nie było żadnych problemów lokatorskich.

B. burmistrz Woli Marek Andruk przyznał, że wiedział, że mieszkańcy Dahlbergha 5 czują się pokrzywdzeni, a reprywatyzacja jest dla nich niezrozumiała i dotkliwa; podkreślił, że informował przełożonych o zamiarach Marka M. Na rozprawie stawił się także znany, występujący w wielu sprawach "handlarz roszczeń Marek M., który powiedział, że od 2009 r. nie jest współwłaścicielem kamienicy przy Dahlbergha 5, prawa przekazał swojej matce. Próbował przekonywać komisję, że z jego punktu widzenia kupowanie roszczeń jest jak gra w "totolotka".

Janusz Baranek, który zeznawał jako pierwszy, powiedział, że lokatorzy dowiedzieli się o reprywatyzacji Dahlbergha 5 stycznia 2007 r. ok. godz. 22, kiedy przyklejone zostały kartki z informacją, że nieruchomość stanowi własność osób prywatnych.

Lokatorzy - jak mówił Baranek - w czerwcu 2007 r. spotkali się z prezydent Warszawy. Na spotkaniu byli m.in. przedstawiciele BGN, w tym Jakub R. (b. wiceszef BGN, obecnie przebywa w areszcie). "Wraz z lokatorami na spotkanie przybył radny m.st. Warszawy Paweł Terlecki z klubu Prawo i Sprawiedliwość. Zaskoczeniem dla lokatorów była reakcja prezydent na radnego Terleckiego, która podniesionym głosem powiedziała: +ale zrobiliście sobie wejście, przecież dobrze wiecie, że z PiS nie rozmawiam+" - relacjonował Baranek. Dodał, że radny "zażenowany" opuścił salę, "aby nie szkodzić lokatorom swoją obecnością".

Świadek przyznał, że atmosfera na spotkaniu była nerwowa, a mieszkańcy pytali, co z nimi będzie. Wyrażali obawy, że Marek M. podwyżkami czynszów chce się ich pozbyć i żądali wzruszenia decyzji reprywatyzacyjnej jako niezgodnej z prawem. "Zawiedzeni spotkaniem lokatorzy wyszli z gabinetu pani prezydent Warszawy z niczym. Pozostali sami z problemem utraty dachu nad głową" - powiedział Baranek. Świadek mówił, że ze strony miasta lokatorzy nie uzyskali żadnej pomocy, żadnej obietnicy, że dostaną jakieś lokale zamienne.

Baranek zeznał, że "mieszkańcy szybko zdali sobie sprawę, że są ofiarami bezwzględnych "czyścicieli kamienic". Baranek zeznał, że Marek M. zakwaterował w kamienicy swojego wspólnika, który swoim zachowaniem uprzykrzał życie innym lokatorów m.in. przez głośne imprezy. Dodał, że wspólnik M. zorganizował "tydzień piromana", który polegał na rozpalaniu ogniska na terenie sąsiadującym z kamienicą, do którego wrzucał m.in. opony, materace, drabinę, ławki czy śmieci. Mieszkaniec zeznał, że lokatorom został podwyższony czynsz - najpierw z 2,39 na 16 zł za mkw, a następnie z 16 na 32 zł.

REKOMENDOWANE DLA CIEBIE

SPOŁECZNOŚCI

House Market: polub nas na Facebooku

House Market: dołącz do nas na Google+

Obserwuj House Market na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych