Gdańsk apeluje do mieszkańców o pomoc w walce z nielegalnym graffiti



PAP - 21 września 2020 13:58


Gdański Zarząd Dróg i Zieleni apeluje do mieszkańców o przyłączenie się do walki z autorami nielegalnych malunków. Na usuwanie z przestrzeni miasta graffiti GZDiZ wydał w ciągu ośmiu miesięcy prawie 140 tys. zł.

Jak tłumaczy rzeczniczka Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni Magdalena Kiljan, nielegalne graffiti w przestrzeni miasta to spory problem i wyzwanie, bowiem skala tego rodzaju dewastacji jest duża, a nowych bohomazów wciąż przybywa.

"Niszczone są w ten sposób mury obiektów inżynierskich, przejścia podziemne, wiaty przystankowe, ekrany akustyczne czy elementy małej architektury jak ławki i kosze na śmieci. Często zdarza się, że kilka dni po usunięciu graffiti mamy kolejne zgłoszenie, które dotyczy tego samego miejsca. Tak wiec często to syzyfowa praca" - podkreśliła rzeczniczka.

Szukasz terenów inwestycyjnych? Zobacz oferty na PropertyStock.pl

Od stycznia do sierpnia bieżącego roku na usuwanie nielegalnych malunków GZDiZ wydał 140 tys. zł. Pseudo graffiti usunięto w 48 lokalizacjach. Jak wyjaśniła Kiljan, w tej statystyce nie uwzględniono jednak ławek, koszy na śmieci i znaków drogowych. Malunki z elementów małej architektury usuwane są w ramach bieżącego utrzymania.

"Te pieniądze moglibyśmy spożytkować zupełnie inaczej. Za 140 tys. złotych możemy ukwiecić miasto kupując 70 tys. sadzonek stokrotek czy bratków" - wskazała Magdalena Kiljan.

Zaapelowała do mieszkańców o przyłączenie się do walki z autorami nielegalnych malunków. "To nie są artyści, a zwykli chuligani. To nie jest graffiti, a zwykłe bohomazy, których w przestrzeni miasta nie chcemy. Bardzo ważna jest reakcja świadków łamania prawa, którzy o takim fakcie powinni za każdym razem informować policję" - zaznaczyła.

Dodała, że wykaz obiektów, które wymagają oczyszczenia z namalowanego graffiti, jest na bieżąco aktualizowany. Obecnie na liście znajduje się 9 takich obiektów administrowanych przez GZDiZ.

"Aby zwiększyć skuteczność walki z tego typu aktami wandalizmu, wszystkie sytuacje, gdzie GZDiZ poniósł koszty usuwając bohomazy, zgłaszane są policji w celu ścigania i ukarania sprawców oraz pokrycia przez nich kosztów likwidacji dewastacji. Trudno sobie wyobrazić, aby monitorowany był każdy skrawek miasta. Nawet, gdy kamery w danym miejscu funkcjonują, to rozpoznanie sprawcy zazwyczaj nie jest możliwe. To nie kwestia monitoringu, a odpowiedzialności społecznej" - wspomniała rzeczniczka.

Konsekwencje, jakie może ponieść autor nielegalnych malunków, które szpecą przestrzeń publiczną, zależne są od wartości oszacowanych szkód. Szpecące graffiti może zostać zakwalifikowane jako wykroczenie lub nawet przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności.